Sołectwo Żelkówko
Wieś sołecka licząca 60 mieszkańców (30.06.2010) usytuowana jest przy bocznym szlaku komunikacyjnym w kierunku północno - wschodnim w odległości 2 km od Żelek i 4 km od głównej szosy Słupsk – Miastko.
do pobrania:
• pobierz (155kb)
• pobierz (32kb)
Wieś sołecka licząca 60 mieszkańców (30.06.2010) usytuowana jest przy bocznym szlaku komunikacyjnym w kierunku północno - wschodnim w odległości 2 km od Żelek i 4 km od głównej szosy Słupsk - Miastko. Do Żelkówka można dojechać również drogą powiatową z Kwakowa wiodącą przez Lubuń. Żelkówko to wieś składająca się z dwóch zasadniczych części: zespołu folwarcznego zajmującego południowowschodnią jej część, położonego po obydwu stronach wewnętrznej drogi oraz z właściwej zabudowy wiejskiej. We wsi kościół filialny Parafii Rzymsko-Katolickiej w Kwakowie p.w. Św. Piotra Apostoła, gospodarstwo rybackie oraz czynna okazjonalnie świetlica wiejska.
Sołectwo zostało założone w 1946 roku. Obszar sołectwa obejmuje miejscowości: Żelkówko, Żelki, Żelkowiec. Siedzibą organów sołectwa jest miejscowość Żelkówko
SOŁTYS
Pani Alina Tatar
Żelkówko 3
76-251 Kobylnica
RADA SOŁECKA
Pan Dariusz Bartkowski
Pani Danuta Stępień
Żelkówko w języku niemieckim nazywano Klein Silkow, nazwa miejscowości pochodzi od imienia „Żelek”. Żelkówko, tak jak i Żelki należało do rodzin rycerskich von Zitzewitz, von Wobeser i von Boehn. Według autorek „Słownika historycznego miast i wsi województwa słupskiego Anny Świetlickiej i Elżbiety Wisłowskiej majątek miał dwóch właścicieli: Zitzewitzów i Wobeserów co spowodowało, że jedną miejscowość zaczęto nazywać Klein Silkow, a drugą Gross Silkow. Żelkówko w latach 1337 - 1810 należało do rodziny von Wobesserów. W 1717r. właścicielem Żelkówka był Jackob Caspar von Wobeser, a następnie jego spadkobiercy. W 1784r. w Żelkówku znajdował się folwark, młyn wodny, cegielnia, kuźnia, owczarnia i karczma. We wsi było pięciu rolników, półrolnik oraz trzech kosetów. W 1810r. Friedrich Wilhelm Erdmann von Wobeser kupując od kuzyna Heinricha Augusta Friedricha Ferdinanda von Boehn ostatnią część Żelek zakupił również i Żelkówko. W roku 1852 od rodziny Wobeserówza 52.000 talarów zakupił wieś Hermann Neumann. Ostatnimi właścicielami Żelkówka byli: od 1884r. Otto Neumann, od 1893r. Reinhard Neumann oraz od 1928r Bruno Neumann. Według ksiąg adresowych w 1892r. do Żelkówka należały grunty o ogólnej powierzchni 1083 ha, w tym 400 ha użytków rolnych, 55 ha łąk, 38 ha pastwisk oraz 586 ha lasów. Pogłowie zwierząt liczyło 24 koni, 116 sztuk bydła i 40 sztuk trzody chlewnej. W 1914r. ogólna powierzchnia gruntów wynosiła 1133 ha. w tym 460 ha zajmowały użytki rolne, 65 ha łąki, 2 ha pastwiska, 580 ha lasy. Hodowano 26 koni, 180 sztuk bydła, 100 świń. W 1939r. powierzchnia ogólna i gruntów ornych nie zmieniła się, było wówczas 65 ha łąk, 10 ha pastwisk, 632 ha lasów i 21 ha nieużytków. Pogłowie zwierząt hodowlanych liczyło 31 koni, 100 sztuk bydła, 100 świń. W maju 1945r. Żelkówko i okoliczne wsie zostały zdobyte przez wojska rosyjskie 7 marca 1945 roku. Later that year the Polish population begun taking possession of the area, and around 1950 the last Germans had left the region. W tym samym roku rozpoczęło się osiedlanie ludności polskiej. Około 1950 roku ostatni Niemcy opuścili wioskę. Żelkówko analogicznie jak Żelki upaństwowiono, a wojska sowieckie przejętymi dobrami zarządzały do 1947r. Państwowe Gospodarstwo rolne założono w Żelkówku w 1950r. Na początku lat siedemdziesiątych rozebrano pałac. Zespół folwarczny zajmuje około jednej trzeciej ogólnego obszaru wsi. Jest to zespół o kompozycji rozproszonej podzielony na osi północno zachodniej i południowo - wschodniej wewnętrzną drogą oraz od strony zachodniej ograniczony parkiem przechodzącym w las. Od strony wschodniej otoczony polami uprawnymi a od strony północnej zabudową wiejską. Zespół folwarczny założony został na planie nieregularnego wieloboku, aktualnie zachował się w stanie szczątkowym, z zatartym układem przestrzennym oraz nielicznymi zabudowaniami. Z dawnego zespołu pałacowo parkowego, niegdyś okazałego pozostał jedynie zdewastowany park z kilkoma pomnikami przyrody: dąb szypułkowy - obwód 675 cm, dąb szypułkowy - obwód 635 cm, dąb szypułkowy - obwód 425 cm, dąb szypułkowy - obwód 550 cm. Krawędź północnowschodnią zespołu folwarcznego tworzyła obora, krawędź północnozachodnią, poza rzeczką Żelkowa Woda z przesunięciem w kierunku północnozachodnim od obory, stanowiła dawna gorzelnia - dziś całkowicie rozebrana, a od południowowschodniej strony stodoła. Po wschodniej stronie drogi wewnętrznej na południowy wschód od podwórza gospodarczego usytuowana jest druga stodoła. Budynki folwarczne w części zostały zaadaptowane na potrzeby gospodarstwa rybackiego. Za wsią, przy drodze prowadzącej do Lubunia znajdują się pozostałości cmentarza ewangelickiego z czytelnymi jeszcze granicami założenia. Do dzisiaj zachowało się kilka kamiennych krzyży i płyt nagrobnych oraz kamienny pomnik.Układ kwater i nagrobków częściowo zatarty, pozostał natomiast dobrze zachowany zwarty drzewostan grabowy, tworzący przedtem żywopłot na obrzeżach starszej części. Powierzchnię zniszczonego cmentarza porasta bluszcz i barwinek. Koło wsi (za Słupią po lewej stronie przy żółtym szlaku) widnieją pozostałości po stacyjce kolejki wąskotorowej, rampie oraz budynku. Według relacji dawnych mieszkańców Żelkówka w latach dwudziestych ubiegłego wieku natrafiono w okolicach dziś nieistniejącego młyna wodnego na prehistoryczne cmentarzysko całopalne z urnami. Urny z wykopalisk były w posiadaniu szkoły, dworu. Przekazane zostały także do Muzeum Narodowego w Szczecinie. Natrafiono też tam na szczątki dawnej łodzi.
Żelki liczące 53 mieszkańców (30.06.2009)zlokalizowane są przy drodze powiatowej, odchodzącej w północnowschodnim kierunku od głównej drogi krajowej Słupsk - Miastko, w odległości 2 km od tej drogi. Miejscowość leży w strefie ochronnej Parku Krajobrazowego „Dolina Słupi”. We wsi działa koło łowieckie „Darz Bór” zajmujące budynek po dawnej szkole.
Wieś w języku niemieckim nazywano do 1945 r. Gross Silkow. Nazwa wsi jest nazwą rodową od imienia „Żelek”. W 1485r. nosiła ona nazwę Sellekow, w 15117 Sillichnow, w 1523r. Szellekow, w 1685 Silickow. Żelki stanowiły dobra rycerskie i należały do trzech rodzin: w jednej części do rodziny von Zitzewitz, w drugiej do rodziny von Boehn, w trzeciej do rodziny von Wőbeser. Pierwszym właścicielem wymienionym w dokumentach był Siegfried von Boehn. Linię rodziny, której potomkowie pozostali właścicielami Żelek do 1839r. zaczyna w 1337r. Martin von Wobeser. W 1523r. jako właściciel wymieniany jest Jurgen von Wobeser. Część należąca do von Zitzewitzów w roku 1867 kupił Georg von Wobeser. W 1917r. właścicielem zostaje Jacob Caspar von Wobeser, a następnie osoby z rodziny po nim dziedziczące. W 1784r Żelki miały jeden folwark, siedmiu rolników, dwóch kosetów oraz jednego szewca. W tym też roku następuje podział wsi na część należącą do powiatu Słupskiego i w drugiej części do powiatu miasteckiej. W 1810r. Friedriech Wilhelm Erdmann von Wobeser kupił za 32.000 talarów od Heinricha Augusta Friedriecha von Boehn ostatnią część Żelek należącą do rodziny von Boehn. W 1893r. całość dóbr kupuje Frederike Charlotte Sophie Wilke, z domu Kleist, dziedziczka Osiek. Kolejnymi właścicielami Żelek byli: od 1893r. Hugo Neumann, od 1910r. Hans Krűger, a od 1938r. Werner Krűger. Według ksiąg adresowych w 1892r. powierzchnia wsi z przyległościami wynosiła 534 ha, w tym było 341 ha użytków rolnych, 38 ha łąk, 79 ha pastwisk i 76 ha lasów. Pogłowie zwierząt hodowlanych wynosiło: 20 sztuk koni, 120 sztuk bydła, 20 owiec oraz 23 świń. W 1914r. całość majątku H. Krűgera, w którego skład wchodziły również Żelkowice, Dolimierz i Przewłoka, wzrosła o 928ha, znajdowało się w nim 600 ha ziemi uprawnej, 47 ha łąk, 79 ha pastwisk, 198 ha lasów. Hodowano natomiast 46 koni (w tym 8 źrebaków), 281 sztuk bydła i 200 świń. W 1939r. powierzchnia areału (łącznie z folwarkiem) wynosiła 906 ha, w tym 481 ha zajmowały pola uprawne, 35 ha łąki, 22 ha pastwiska, 327 ha lasy a 33 ha nieużytki. Hodowano 35 koni, z 210 sztuk bydła, 100 owiec oraz 146 sztuk trzody chlewnej. Wojska Armii Czerwonej wkroczyły do Żelek 7 marca 1945r. W maju 1945r. na mocy uchwały PKWN z 22 lipca 1944r. folwark upaństwowiono, ale przez okres trzech lat rozporządzały nim i użytkowały wojska sowieckie. W 1952r. utworzono w byłym folwarku Państwowe Gospodarstwo Rolne, które w latach 70-tych przyłączono do Zakładu Rolnego w Kwakowie. W początku lat 90-tych minionego stulecia gospodarstwo zlikwidowano.
Zespół folwarczny rozebrany kilka lat temu położony był w południowej części Żelek i zajmował około połowę ich obszaru. Podzielony na osi wschodnio-zachodniej drogą prowadzącą do Żelek zespół folwarczny posiadał kompozycję rozproszoną. Od strony północnej ograniczały go zabudowania wiejskie, od pozostałych stron droga wiejska i pola uprawne. Założenie folwarczne oparte było na planie wieloboku składało się z dwóch części - istniejącego do dziś zespołu dworsko parkowego położonego w południowozachodniej stronie do Żelkówka i wspomnianego zespołu gospodarczego usytuowanego po północnozachodniej stronie drogi. Dwór późno klasycystyczny, murowany, zbudowany około połowy XIX wieku, parterowy z czterosłupowym gankiem i wystawką - w ruinie. Przed dworem 3 stare cisy. Koło dworu park pałacowy z drugiej połowy XIX wieku z wieloma pokaźnymi bukami.
Róża z żelaza
(Tomasz Włodkowski)
Było to jakieś dwieście pięćdziesiąt lat temu, a może i więcej, kiedy to niewielka wieś o nazwie Żelkówko położona na południe od Słupska, liczyła zaledwie 29 domów. Należała ona od ponad trzystu lat do patrycjuszowskiej rodziny Von Wobeser. Właściciel wsi Georg Heinrich Wobeser w tym czasie wybudował sobie okazały pałac w niedalekim Gorzynie, toteż wiejskim folwarkiem i młynem w Żelkówku zarządzał w jego imieniu ekonom - niejaki Joseph Rosener, człowiek więcej niż w średnim wieku i niezbyt okazałej postury, ale miał w sobie coś, co wzbudzało powszechny respekt. Starał się on bezskutecznie o względy młodej panny Sophii Griep, młodszej córki miejscowego kowala. Młodej nastolatce nie były w głowie amory z podstarzałym ekonomem. Była ciekawa świata, lubiła towarzystwo rówieśników, a jej bystre oczy coraz częściej zerkały na młodego, rosłego Johana - ojcowego pomocnika. Stary kowal chętnie wydałby córkę za ekonoma, toteż nie w smak mu były częste wizyty Sophii w jego kuźni. Marzyła mu się spokojna i dostatnia starość w okazałym domu Rosenera. Sophii jednak wszelkie względy Josepha odrzucała ze śmiechem nie traktując ich poważnie, aż do momentu, kiedy to ekonom co raz bardziej odurzony wdziękami młodej kowalówny, oficjalnie poprosił o jej rękę. Ta niewiele myśląc odrzuciła matrymonialną propozycję oświadczając jednoznacznie, że prędzej życie sobie odbierze, niż poślubi starego ekonoma. Odrzucony amant boleśnie odczuł odmowę i z czasem jego afekt do młodej i pięknej Sophii zamienił się w głęboką nienawiść. Minął jakiś czas od tego wydarzenia, gdy we wsi zaczęły się dziać dziwne rzeczy, a to najpierw w owczarni bez powodu zaczęły zdychać owce, później krowy zapadły na jakąś dziwną chorobę, a na domiar złego rok ten nienajlepsze plony zapowiadał. Jak by tego brakowało pożar doszczętnie zniszczył stary wodny młyn. Coraz więcej pretensji i uwag właściciel wsi kierował do swojego zarządcy. Ten bojąc się o utratę posady o wszystkie niepowodzenia oskarżył Sophię Griep, zarzucając jej konszachty z diabłem i rzucanie złych uroków. A był to czas, kiedy w kraju nadal funkcjonowało napisane przez okrutnych dominikanów przerażające dzieło pod nazwą „Młot na czarownice”(„Malleus Maleficarum”). Dzieło to było prawdziwie „diabelskim” zbiorem najwymyślniejszych sposobów oskarżeń, przesłuchań i tortur, w celu wykazania czynów popełnionych przez czarownice. Podano w nim siedem powodów ulegania pokusom diabła przez kobiety, które są: ciekawskie, wrażliwe, łatwowierne, podatne na plotki, złośliwe i mściwe oraz skłonne do rozpaczy. I tak zaczęła się gehenna Sophii Grieb. Biedną dziewczynę zabrano do Słupska gdzie poddano ją najpierw przesłuchaniu, a potem wymyślnym torturom. Przesłuchanie na torturach rozpoczęto o dziesiątej wieczorem. Sophii zaprowadzono do sali tortur. Pokazano jej narzędzia i oznajmiono co będą jej nimi robić. Następnie rozebrano ją wyszukując na ciele diabelskich znamion mające potwierdzić konszachty z diabłem. Potem założono jej koszulę bez rękawów zwaną "Peinkittel" i przywiązywano do stołu tortur. Kat kłuł jej ciało wymyślnymi ostrzami aż do krwi, obcęgami miażdżył jej znamiona, potem przypalał je rozgrzanym żelazem, powoli śrubował palce rozgniatając stawy, lał na torturowaną wrzącą smołę, łamał i wyrywał zęby, ściskał głowę żelazną obręczą. Torturowana Sophii nieludzko wyła z bólu, aż w końcu omdlała. Nieprzytomną zostawiono w celi odkładając dalsze tortury na następną noc. Zmaltretowana dziewczyna zmarła nie odzyskując przytomności. Trybunał sędziowski nie mając bezpośredniego dowodu przyznania się do winy oddalił oskarżenie o czary. Sophię pochowano we wsi w cieniu starych drzew na pobliskim cmentarzu. Wiejskiej ludności żal było młodej kowalówny, toteż z wielką niechęcią odnosili się do ekonoma. Ten zamknął się w sobie spędzając coraz więcej czasu przy gorzałce zaniedbując swoje obowiązki. Zniechęcony również do swojego zarządcy dziedzic wymówił mu posadę nakazując mu opuszczenie wioski. Ten postanowił udać się do pobliskiego Kwakowa spodziewając się znalezienia pracy w tamtejszych dobrach. Załadował swój dobytek na wóz zaprzężony w parę koni i późnym wieczorem sam nielicho wstawiony ruszył w podróż. W pobliżu starej drogi wiodącej z Żelkówka do Kwakowa, tuż za Lubuniem, położone jest w rozlewisku Słupi bagno, które ówcześni mieszkańcy nazywali Czarcim Bagnem. Była ciemna listopadowa noc i cała okolica wyglądała bardzo nieprzyjaźnie. Jedynym oświetleniem była lampa naftowa przy wozie, a w listopadową deszczową noc trudno było liczyć na księżyc. Joseph popędzał wycieńczone konie, wypatrując stęsknionym wzrokiem świateł kwakowskiego dworu. Jechał trochę na wyczucie i coraz bardziej narastał w nim niepokój. Na szczęście obawy wkrótce się rozwiały i ekonom dojrzał w ciemności pojedyncze światełko. „Nareszcie, to musi być dwór” - pomyślał. Również konie poczuły chyba zapach ciepłej stajni, bo od razu żwawiej ruszyły do przodu. Świsnął batem. Wesoły trzask zmusił konie do galopu prosto w ciemną otchłań bagna. Zdradzieckie światełko znikło, a Rosener na moment ujrzał przed sobą umęczoną twarz Sophii Grieb. Po chwili konie i powóz szybko pogrążyły się w bagiennej otchłani. Nikt więcej ich nie zobaczył. Odtąd spóźnieni wędrowcy późną nocą zobaczyć mogą kołyszącą się nad bagnem latarnię. Słychać też parskanie koni i stukot ich kopyt. Na wiejskim cmentarzu w Żelkówku pomocnik kowala Johan przyozdobił grób Sophii różą wykutą z żelaza. Dziś trudno rozróżnić kwatery na zapomnianym cmentarzu. Ale na pewno gdzieś tam pośród mogił porosłymi trawą i krzewami, wśród porozrzucanych nagrobków, leży róża z żelaza - pamiątka po młodej i pięknej Sophii.






















