Zwązek Powiatów PolskichPomorskie w UniiProgram Rozwoju Obszarów Wiejskich

wybierz miejsce:

aktualizacja: 14 września 2011 (Środa) , 13:27

Sołectwo Łosino

Sołectwo Łosino
powiększ

Łosino, wieś sołecka licząca 480 mieszkańców (31 grudnia 2010), leży w południowej części Gminy Kobylnica po zachodniej stronie do doliny Słupi w odległości około 400 m od jej brzegu. Do Łosina prowadzi droga krajowa z Kobylnicy nr 21 relacji Słupsk – Poznań, przy której rozciąga się nowsza część wsi.

do pobrania:

pobierz
Statut Sołectwa Łosino
• pobierz (155kb)

pobierz
Uchwała w sprawie zmian w Statutach Sołectw Gminy Kobylnica
• pobierz (32kb)

Do starszej wiedzie odchodząca od niej na południowy wschód droga brukowa. Plan zabudowy przestrzennej starszej części wsi ma charakter widlicowy.Sołectwo znajduje się w obszarze Parku Krajobrazowego „Dolina Słupi”. W jego skład wchodzi również leżąca nieopodal przy drodze krajowej nr 21 wieś Zajączkowo licząca 168 mieszkańców (31 grudnia 2010 r.). W obrębie wiosek, po zachodniej stronie znajduje się farma z siłowniami wiatrowymi.  Przez Łosino wiodą trasy rowerowe, piesze i ścieżki przyrodnicze.

 
SOŁTYS

Pan Leon Kiziukiewicz
Łosino, ul. Starowiejska 2a 
76-251 Kobylnica


RADA SOŁECKA
Pani Anna Kania   
Pan Marian Kozdroń 
Pani Aneta Kałędek
Pani Anna Imiłkowska

Sołectwo zostało założone w 1950 roku. Obszar sołectwa obejmuje wieś Łosino i Zajączkowo. Siedzibą organów sołectwa jest Łosino. We wsi znajduje się kaplica należąca do salezjańskiej parafii p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kobylnicy, dwa sklepy przemysłowo - spożywcze, fabryka obuwia „Men Fashion”, Zakład Remontowo - Budowlany Pruszyński, Montaż, naprawa i konserwacja dźwigów i wózków s.c., Mechanika samochodów ciężarowych i dostawczych Rostowski Ryszard, Autocolor Firma Usługowa Krzysztof Ejsmont,  Naprawa i Konserwacja Dźwigów Zwolan Edward i Zimnoch Lidia, Auto-Jagoda Komis Samochodowy J. Rybakowska.

Zabytki

Zespół dworsko-folwarczny usytuowany na południowo-wschodnim krańcu wsi, na południu od zabudowań wiejskich i na zachód od Słupi. Do wnętrza zespołu prowadza dwa wjazdy. Od północy, od strony wsi prowadzi główny wjazd na teren dawnego założenia folwarcznego, a od wschodu wjazd do dawnego parku dworskiego. Kompozycja zespołu oparta jest na planie nieregularnym, zbliżonym kształtem do trójkąta o kompozycji geometrycznej rozproszonej. Pierwotne osie kompozycji, symetrii i widokowa nie są dziś czytelne. W zespole brak jest wyraźnej dominanty, którą zapewne pełnił budynek dworu. Zespół dworsko folwarczny w Łosinie składa się z części rezydencjalnej obejmującej teren dawnego parku dworskiego oraz folwarcznej obejmującej teren dawnego podwórza. Podłoga urbanistyczna opada w kierunku wschodnim do doliny Słupi. Stanowią ją parter parkowy, wody stawów, brukowane i gruntowe drogi wnętrza zespołu, rozległe trawniki i nieużytki oraz ogrody warzywne. Od głównego wjazdu na teren parku od zachodu na wschód i dalej wiedzie droga prowadząca do ruin dworu, a druga biegnie na północny-wschód, wzdłuż ogrodzenia oddzielającego podwórze folwarczne od parku. Ogrodzenie zabudowane jest z pionowo nabijanych słupków z dwuteownika, wypełnionych cegłą. Nie znany jest dokładny czas powstania budynków w podwórzu folwarcznym, wydaje się jednak, iż zasadniczy zrąb podwórza folwarcznego obejmującego budynki obory ze stajnią i spichlerz, stodoły oraz inwentarski powstały w drugiej połowi XIX w. Budynek dworu założony był prawdopodobnie na kształcie litery „T”. Dwór położony był na zachodnim krańcu rozległego parku. Na północ od dworu oraz na południe i wschód od podwórza folwarcznego zlokalizowanych było kilka niewielkich stawów. W północno-zachodniej części założenia znajdowało się podwórze folwarczne. Budynki zasadniczo ustawione były na planie podkowy otwartej w kierunku południowo-wschodnim. Nie znana jest lokalizacja budynków dawnej kolonii domów robotników folwarcznych.

 

Grodzisko należące do grodzisk nizinnych niewiadomego typuznajduje się na wschód od wsi w zakolu rzeki Słupi. Leży na jej prawym i lewym brzegu na skraju pasma niewielkich wzniesień, wśród podmokłych łąk. Jego usytuowanie jest przykładem dobrego wykorzystania obronnych walorów terenu. Po stronie wschodniej i południowo-wschodniej przepływa bezimienny strumień. Gród otoczony był z trzech stron wodą, z czwartej zaś - od strony bagiennych łąk - posiadał wysoki wał usypany półkolem i opierający się końcami o koryto rzeki. Ze 140-metrowej długości wału do dziś zachowało się jedynie 70 m, resztę zaś rozmyła woda. Wysokość wału, liczona od lustra wody wynosi 11 m (w części wschodniej). Rekonstrukcję pierwotnego kształtu i wielkości grodziska uniemożliwia znaczna jego niwelacja spowodowana zmianą koryta rzeki, która przecięła i całkowicie rozmyła środkową i zachodnią część majdanu i wału obronnego. Zachował się jedynie wschodni, łukowaty, wysoki i szeroki jego fragment o stromych zboczach oraz przylegająca do niego część majdanu. Obecnie Słupia przepływa przez grodzisko, dzieląc je na dwie części. Wysoka część obwarowań znalazła się na prawym brzegu rzeki, zaś pozostała część na lewym.
Grodzisko porasta starodrzew sosnowy z domieszką buczyny. Grodowi towarzyszy rozległa osada zlokalizowana obecnie po drugiej stronie rzeki, datowana na VIII-IX wiek. Od strony zachodniej rozciąga się druga osada, użytkowana w neolicie przez kulturę pucharów lejkowatych, a w okresie wpływów rzymskich przez kulturę wielbarską. We wczesnym średniowieczu była osadą przygrodową. W XII-XIII wieku. Zespołowi powyższemu towarzyszą mniejsze osady położone na niższych terasach Słupi, wykorzystujące piaszczyste wzniesienia wśród łąk. Są to cztery mniej stabilne osadniczo punkty z okresu kultury łużycko - pomorskiej z późniejszymi nawarstwieniami wczesnośredniowiecznymi. Powyższy zespół osadniczy podzielony jest przez granicę parku. Zespół siedmiu stanowisk położonych na południe od wsi reprezentuje obozowiska schyłkowo - neolityczne i łużycko - pomorskie z kontynuacją osadnictwa wczesnośredniowiecznego.

 

Cmentarz ewangelicki  Na drugą połowę XIX wieku datuje się założenie nieczynnego ewangelickiego cmentarza o powierzchni około 0,24 ha w Łosinie. Nekropolia położona jest około 0,3 km za wsią, po prawej stronie szosy z Łosina do Sierakowa. Geometrycznie rozplanowany cmentarz został zdewastowany. Zachowane zostały nieliczne fragmenty nagrobków i drzewostan.

 

Grobowiec Maximiliana von Zitzewitz W parku przydworskim w Łosinie, tuż nad Słupią w otoczeniu wiekowych dębów znajduje się grób zmarłego w 1937 roku ostatniego właściciela Łosina komandora Maximiliana von Zitzewitza,

 
Pomniki przyrody W parku zachowało się wiele okazów starych drzew z różnych gatunków. Niektóre z nich mają charakter drzew o cechach pomnikowych, inne uznano za pomniki przyrody. Są w śród nich monumentalne dęby, klony, jesiony i inne.
 

Historia

 

Nazwa wsi pochodzi od rzeczownika lub od nazwy osobowej Łoś. W starszych dokumentach wymieniano Łosino jako Lossin (1344), Lozin (1493), Lossi (1568), Lotzin (1628). Przed 1945 r. wieś ponownie nazywała się Lossin. Pierwsza wzmianka o Łosinie pochodzi z XV w. kiedy to w 1419 r. ówczesny właściciel Woczeus Janitz sprzedał Łosino Lorentzowi Swentzowi von Puttkamerowi. W 1712 r. Georg Ewald Puttkamer wydzierżawił Łosino i Kobylnica porucznikowi Christianowi von Lettow. Wedlug klasyfikacji z 1717 r. właścicielem domów bez gruntów wymienia się Jakoba Boldewana, Hansa Hopppnera, lorentza Hopnera, Martena Priebe, Jurgena Lentzke, Jurgena Boldewana, Jurgena Hoppnera, Michela Hopnera i Erdmana Priebe. około 1784 r. w Łosinie był folwark, 9 zagrodników i nauczyciel. W 1804r. Łosino było własnością Wilhelma von Puttkamera. W 1892 r. jako właściciela Łosina wymienia się Maximiliana von Puttkamera, był on właścicielem od 1877 - 1905 r. Majątek liczył wtedy 697 ha powierzchni, z czego 470 ha stanowiły grunty orne, 83 ha łąki, 29 ha pastwiska, a 115 ha lasy. W folwarku było 40 koni, 215 sztuk bydła, 80 świń i 80 owiec. Łączny dochód roczny z majątku wynosił 3870 marek. Kolejnym właścicielem majątku w latach 1908 - 1914 był Erich von Puttkamer. W latach 1914 r. należący do niego majątek miał powierzchnię 450 ha, z czego 350 ha przypadało na grunty orne, 40 ha na łąki, 20 ha na pastwiska, a 40 ha lasy. Inwentarz żywy majątku składał się z 52 koni, 140 sztuk bydła, 20 owiec i 30 świń, a przynosił dochód około 6897 matek w skali roku. Ostatnim właścicielem majątku z rodziny von Puttkamerów był Maximilian, do którego Łosino należało w latach 1914 - 1928. W 1920r. jego powierzchnia była taka sama jak w roku 1914. Zmniejszeniu uległ tylko stan inwentarza żywego. W majątku było 40 koni i 170 sztuk bydła. Zarządcami majątku w tym czasie byli Meimer i Bauermann. Po śmierci Maxymiliana jego żona Rosine z domu Wesseley, była zmuszona sprzedać majątek. Pałac wraz z parkiem dworskim przeszedł we władanie konsula Geissa z Ustki. Na mapie archiwizacyjnej z 1936 r. obszar zespołu dworsko-folwarcznego oznaczony jest jako Gut (majątek). W 1939 r. Łosino było już wsią chłopską. Prawdopodobnie w tym czasie budynek dawnego dworu wraz z parkiem nabył komandor podporucznik Maximilian von Zitzewitz. Według relacji mieszkańców wsi miał on utrzymywać się z małej floty statków handlowych, których port macierzysty był w Ustce. Po śmierci, która nastąpiła w 1937 r. został pochowany w pobliskim parku. Nie wiadomo, kto był ostatnim właścicielem dworu i parku przed 1945 r. Dawne podwórze folwarczne zostało podzielone pomiędzy 4 lub 5 gospodarczy. Pierwsza parcelacja musiała nastąpić przed 1945 rokiem, o czym świadczyć może sposób przebudowy budynków inwentarskich w podwórzu. Przedwojenne Łosino liczyło 346 mieszkańców, skupionych w 86 gospodarstwach domowych, a wraz z gruntami wiejskimi zajmowało 685 ha. W Łosinie mieściła się siedziba gminy i Urząd Stanu cywilnego, wieś miała także własna placówkę pocztową. Siedziba właściwego dla Łosina Okręgu Żandarmerii mieściła się zaś w Kobylnicy, a sprawy rozstrzygał sąd w Słupsku. Kroniki odnotowują, że w 1937 r. funkcję sołtysa pełnił niejaki Popp. W roku 1817 szkoła mieściła się w budynku wędzarni, gdzie było również mieszkanie dla nauczyciela i jego rodziny. W 1835r. wybudowano nową szkołę. Źródła podają, iż w 1932 r. w jednostopniowej szkole uczyło się 42 dzieci. Nauczycielem był wówczas Berthold Witt zmarły w 1945r. również w Łosinie. Pod koniec lat trzydziestych Łosino było dużą wsią rolniczą. Z danych ze spisu rolnego, dokonanego w 1939 r. wynika, że było tu 51 gospodarstw rolnych, a w ostatnim zestawieniu wymienia się pięciu rolników posiadających ponad 20 ha ziemi. We wsi była również jedna ferma zwierząt futerkowych, w której hodowano nutrie, szynszyle i srebrne lisy.

 
 
 

Legendy związane z miejscowościami

 

Łoś - ino …
(Iwona Sławecka)
 

Dawno temu, gdy tereny łosińskiego zamku zapadły się pod ziemię, gdy nad ziemią pozostała stroma skarpa, ubogi pasterz owiec wypędził stado na wypas. Owce tego dnia rozbiegły się we wszystkie strony. Pasterz zaganiał je, a one rozbiegały się nieustannie. Po południu Edgar (tak nazywał się ów pasterz) był bardzo zmęczony. Brakowało mu tchu w piersiach i sił w nogach. Zmordowany był nieludzko. Nie miał chwili wytchnienia. Pragnął, aby nareszcie nadszedł wieczór, żeby spędzić owce do wsi. Nie mógł zjeść nawet kawałka chleba. Miał owiec serdecznie dość. Zły był na nie.

- Jak dorwę kija! Jak przywalę jedną i drugą, to będą nareszcie się paść! Kto to widział by tyle za wami ganiać! Toż to wstyd! - Zrzędził pasterz zwracając się do zwierząt jak do ludzi. - A z resztą, co ja będę z wami gadał! Szkoda mojej gęby! Owce jakby zrozumiały. Uspokoiły się. Niektóre zaczęły skubać trawę. Zmęczony pasterz usiadł na trawie. Wyciągnął zza pazuchy kawał chleba i zaczął jeść. Owce w dziwny sposób zebrały się wokół owczarza. Wyglądały jakby się czegoś bały i szukały koło niego schronienia.

- No, czego znowu? O co chodzi? Czego się boita?

Edgar wstał i zaczął chodzić wokół stada. Chciał zobaczyć, co takiego się dzieje. Czego zwierzaki się obawiają. Nie zobaczył nic niepokojącego. Usiadł ponownie na trawie, ale sam zaczął odczuwać dziwny niepokój. Lęk ogarniał go coraz większy. Ucichły nawet ptaki. Duszno pachniały przydrożne róże. Gorzko pachniała rzeka. Zaczarowany czas zaczął trwać. Zapomnienia szal rozwinął tu czas. Spojrzał i zdumiony zobaczył, jak zbliża się do niego jakaś młoda dziewczyna. Widział ją wyraźnie, ale przez jej postać widać było nadrzeczną łąkę. Zaczął szeptać modlitwy.

- Panie Boże! A co to takiego? Czyżbyś to była ty jaśnie panienko? Przecież ja nie jestem flisakiem! Ja nie mogę ci pomóc!- Tak to ja jestem. Żaden flisak mi nie pomoże, nie ma ich już nad Słupią. A ty mógłbyś mi pomóc. Widzisz, niedługo już noc równa dniu. W tą noc na nadrzeczne bagna wyjdą łosie. Będą miały gody. I gdy łoś ryczeć będzie , tą oto laską uderz o ziemię. Ukarze się brama od mego zamku. Ty zaś sam w ciszy musisz otworzyć bramę, gdy ci się to uda skarby będą twoje, Ale pamiętaj musisz być sam. I pamiętaj, w ciszy musisz otworzyć bramę!

Gdy wyrzekła te słowa zerwał się dziwny wiatr. Rozwiał przezroczystą postać. Stary pasterz stał nieruchomo szeptem odmawiając modlitwy. U jego stóp leżała laska. Patrzył na nią nieufnie. Skończył się modlić i ostrożnie trącił ją nogą. Przesunęła się trochę i dalej leżała na ziemi. Trącił ją znowu. Znowu to samo. Przesunęła się trochę i leży. Ostrożnie schylił się. Dotknął ją. Leży. Uff! Normalna laska! Tylko jakby trochę większa, ale za to jaka ładna! Przerzucił z ręki do ręki. Świetna! Jak dobrze leży w dłoni! Zaczął ją bliżej oglądać. Piękna, z dębowego drewna, bogato rzeźbiona, na chłopa wysoka. Na końcu główka przedstawiająca wyrzeźbiony herb rodu. Uradowany zaczął zaganiać stado. Pora wracać do wsi na wieczerzę.

Edgar zapędził owce do wsi. Każdy, kto mijał go we wsi oglądał laskę pytając skąd ją ma. Stary chętnie opowiadał. Ludzie dziwili się, kiwając głowami. Potem długo jeszcze stali rozprawiając nad usłyszanymi wieściami.

Usłyszał o zdarzeniu wiejski cwaniaczek Marten. Postanowił on nocą podkraść się w pobliże i sprawdzić czy stary mówi prawdę. Przy okazji skorzystać trochę. Z czego to sam jeszcze nie wiedział.

Tymczasem ściemniło się. Stary przywdział kapotę. Na dworze padał deszcz. Zarzucił kaptur na głowę, schwycił laskę i ruszył nad rzekę szepcząc modlitwy. Szedł ostrożnie, powoli. Wytężał oczy. Było bardzo ciemno. Przenikało zimno. Wiatr deszczem zacinał w twarz. Zastanawiał się czy dobrze robi idąc w taką pogodę.

Nie zauważył, że od pewnego czasu ktoś za nim idzie, a właściwie skrada się podbiegając od drzewa do drzewa przykucając w przydrożnych krzakach.

Wreszcie droga dobiegła kresu. Pasterz wyszedł na skraj nadrzecznej łąki. Łosi nie było. Przysiadł na powalonym przez wiatr pniu drzewa. Czekał.

Czekał długo. Ze zmęczenia zaczęły zamykać mu się oczy. Zaczął drzemać. Wiatr uspokoił się. Deszcz padał coraz słabiej. Chmury przerzedziły się i chwilami zaczął wyglądać księżyc. Jego blade światło oświetlało łąkę. Rosnące na skraju drzewa czarnymi plamami rzucały cienie. Wyglądały demonicznie.

Wtem rozległ się trzask łamanych gałęzi. Na łąkę wyszedł Łoś. Dorodny samiec z ogromną koroną rogów na głowie. Wydęte chrapy zwrócił pod wiatr. Węszył parskając z cicha. Dostojnie przeszedł parę kroków. Węszył dalej obserwując czy wszystko jest w porządku. Nerwowo zaczął grzebać nogą w ziemi. Parsknął niespokojnie. Znieruchomiał patrząc czujnie w kierunku starca. Stary struchlał. Serce waliło mu jak oszalałe. Bał się mocniej złapać powietrze by nie spłoszyć zwierzęcia. Czekał na ryk, a łosiowi jak by na tym nie zależało. Zaczął się paść. Z za krzaków wyszła łania z młodym łoszakiem. Dołączyła do samca. Czas upływał i upływał. Edgara bolały już mięśnie. Miał serdecznie dość czekania. Był zły, że uwierzył zjawie. Chciał wstać i wrócić do domu. Łoś jakby wyczuł, że ktoś jest w pobliżu. Podniósł głowę. Zaczął wietrzyć. Zrobił parę kroków. Wzniósł głowę jeszcze wyżej. Wydęte chrapy zwrócił do księżyca i zaryczał.

Edgar zerwał się. Schwycił laskę i z całej siły uderzył nią w ziemię. Rozległ się przenikliwy świst. W ziemi utworzyła się szczelina. Z głośnym trzaskiem zaczęła się powiększać i powiększać. W pewnej chwili ukazała się kuta krata. Stary nachylił się, aby ją pochwycić. Już ją trzymał. Zaparł się mocno nogami w ziemię, szarpnął…

Ziemia nagle zaczęła zamykać się. Krata zapadła mocniej w ziemię. Szczelina znikła.

Rozległ się straszny huk. Słychać było spłoszony tętent łosi, trzask łamanych kopytami gałęzi.

Stary patrzył osłupiały pod nogi, nie rozumiał co się stało. Wykonał wszystko o co prosiła zjawa. Zrobiło się cicho, strasznie… Chmury zasłoniły księżyc.

Nagle przed starym pojawiła się ta sama panna.

- Mogłam już być wolna od klątwy starce, powiedziała z wyrzutem ciężko wzdychając.

- Miałeś być sam. Po co ci pomocnik? Mogłeś już do śmierci żyć spokojnie, a tak będziesz musiał ciężko harować. Ja zaś zmuszona będę znowu sto lat cierpieć w potępieniu…

- Jaki pomocnik? Nie mam żadnego pomocnika! Jaśnie panienko! Zlituj się! Nie brałem żadnego pomocnika! Prawie płakał stary.

Rozgniewana panna odwróciła się w stronę lasu:

- W tej chwili wyjdź! - Zawołała gniewnie. - Cóżeś ty za jeden?!

Z krzaków wyszedł czerwony ze wstydu Marten. Strach wyzierał mu z oczu. Język plątał się, bełkotał coś niewyraźnie.

- Miła panienko… Ja tylko… tylko… no tylko… tego…

- Milczeć! - wrzasnęła rozwścieczona panna. - Mało ci było krzywd niewinnych ludzi?! Po coś tu szedł?! Po co? Całe życie oszukujesz i cwaniactwem chcesz coś zyskać! Ukażę cię sromotnie! W tej chwili znikną w okolicy wszystkie łosie! Ty będziesz zmieniony w motykę. Będziesz tłukł w ziemię głową póty, póki łoś się odezwie!

- Pamiętaj łoś ino cię odczaruje!

Mijały lata. Stary Edgar do śmierci pasał owce. Opowiadał czasem wiejskim dzieciom o zdarzeniu sprzed lat. Wieś nazwano Łosino. Marten nie doczekał się wybawienia. Łosie znikły z okolicy. Z czasem nazwę wsi tłumaczono od łozin porastających brzegi rzeki. My jednak wiemy, że było inaczej. A jak? No kto opowie…